Zapisz się do newslettera:




HOME / ISSUE 18 / Mężczyźni - Józef Mrozek

MALEMEN MEN

ISSUE

Józef Mrozek
Design Your Life
O naszych słabostkach, upodobaniach, zwyczajach, o tym co lubimy, a nawet jak różnimy się od kobiet – o tym wszystkim mówi nam design – twierdzi Józef Mrozek, historyk wzornictwa, człowiek zafascynowany tą dziedziną (wy)twórczości. A że polski design znalazł się w centrum uwagi, bo rząd uznał, 
że będzie naszą wizytówką w czasie prezydencji, pytamy, o co właściwie chodzi. 
I dlaczego to takie ważne. I jak to się stało, że mówiąc: designerski, myślimy: zbyt drogi, zbyt dziwny, dla snobów. A przecież meble Tomka Rygalika na prezydencję wydają się raczej meblami dla tych, których cnotą jest skromność i prostota. Rozmawia Joanna Rachoń
Czym dziś polski design różni się od jakiegokolwiek innego designu?
Nie wiem. Staram się nie używać terminu „polski design”. A jeśli – to wyłącznie kolokwialnie lub w odniesieniu do konkretnych sytuacji, jak np. styl zakopiański. Polski design musiałby mieć szczególne polskie cechy i nimi się wyróżniać, a dzisiaj tak nie jest. Design jest dobry albo zły, i to jedyne kryterium, jakie warto stosować.

…ale jednak meble Rygalika już nazwaliśmy „naszymi””, a o „polskim designie” zrobiło się głośno.
Znacznie zręczniej jest mi mówić o designie w Polsce: bo powstaje w Polsce i – co ważne – na ogół te przedmioty są tu produkowane, a to akurat jest coraz mniej oczywiste. Jest wiele projektów, które powstają na przykład w Niemczech, a realizowane są w Chinach.

Przyzna pan jednak, że mamy szczególne „designerskie ożywienie”. Decyzja rządu tylko jakby wypchnęła design na scenę, zwróciła na to uwagę.
Myślę, że przynoszą efekty lata kształcenia projektantów – chociaż nie byłoby ich aż tak widać, gdyby nie – jednocześnie – lata przekonywania producentów, że design nie jest kwiatkiem do kożucha, jak był u nas długo traktowany, ale że przynosi konkretne wyniki ekonomiczne. W Danii na przykład dochód narodowy pochodzący z designu jest porównywalny z dochodem z turystyki! 
U nas zbyt długo uważano, że wzornictwo jest wyłącznie eleganckim dodatkiem do produktu. Czyli – nie ma większego znaczenia. W ostatnich latach to się zmienia: design zaczyna być dostrzegalny, bo jest dostrzegany przez przedsiębiorców.

A jest dostrzegany przez przedsiębiorców, bo mamy wybitnych projektantów, cenionych na całym świecie. Może dlatego mówimy polski, bo Rygalik, Cecuła, Zięta, Kuchciński czy Majkut są Polakami i choć mogliby pracować gdziekolwiek na świecie, wracają i tu projektują.
No właśnie: są polscy designerzy, którzy robią niezwykle ciekawe rzeczy, ale – jak słusznie pani zauważyła – właśnie za to są cenieni na świecie. Nie za to, że one są jakoś rozpoznawalnie polskie. One są po prostu na światowym poziomie, nieraz wybitne, nieraz innowacyjne, często estetycznie zachwycające. Dobrze, że wreszcie mogą też być produkowane w Polsce.

Pan tak wraca do tej produkcji, do dochodu narodowego, a myślenie o designerach skręca w tym kierunku, że mówi się o nich jak o artystach, często jak o celebrytach.
Celebrytów potrzebują media i cały ten wykreowany przez nie świat, tak po prostu jest. Co do utożsamiania designera z artystą – oni sami często tak chcą się czuć. Bo sztuka wciąż jest czymś nobilitującym. Ja bym powiedział, że projektanci z całą pewnością są twórcami. Zresztą w czasach antycznych greckie pojęcie technē było tożsame z łacińskim ars (artes) – oba oznaczały sztukę, ale 
w znaczeniu umiejętności. A więc umiejętność malowania obrazu, dowodzenia wojskiem czy ugotowania zupy – to wszystko mieściło się w łacińskim artes. Jeśli mielibyśmy użyć tego znaczenia – także wzornictwo należy do tej kategorii. Co nie znaczy, że umiejętność pokrycia płótna farbami czyni z kogoś artystę. Rzecz w tym, że inne są cele sztuki, a inne designu. Najprościej mówiąc, sztuka oferuje nam szereg możliwości komunikacyjnych, przekazuje różne treści – nie wprost, ale za pomocą metafory czy symbolu. Tak jest w malarstwie, rzeźbie, poezji, literaturze i muzyce. Natomiast wzornictwo wysyła najczęściej jedynie pewien komunikat wizualny. Nawiasem mówiąc, nie zawsze wystarczający – czy kupujemy makaron, czy komputer, otrzymujemy wraz z nim instrukcję obsługi, bo produkt nie mówi, jak się nim posługiwać. Ten komunikat może być też komunikatem estetycznym, ale nawet wówczas nie sposób go porównać do przekazu, jaki oferuje dzieło sztuki. Rodzaj przeżycia jest zupełnie odmienny. Przekręcając kontakt 
w ścianie nie przeżywa pani tego, co obcując z…

Wolałabym nie.
Oczywiście. Dlatego niech sztuka pozostanie sztuką, a design designem. Niech powstają najlepsze przedmioty, najlepiej spełniające nasze oczekiwania, także estetyczne, ale i te dotyczące użytkowania, ceny…

No właśnie: ceny. Uważa się, że jak coś jest 
designerskie, musi być drogie.
Nie musi. Ale od ponad 20 lat – w Polsce nieco krócej – wszystko, do czego można przyczepić określenie „design” albo „designerski” oceniane jest wyżej. To słowo działa jak marka, ma siłę brandingu, więc używane jest do podnoszenia rangi produktu. Innymi słowy, coś, co jest zaprojektowane, automatycznie traktowane jest jak coś cenniejszego niż niezaprojektowane. Paradoks polega na tym, że dziś trudno jest wskazać produkty, które zaprojektowane nie są. Więc słowo design trochę się odrywa od pierwotnego znaczenia. Używane do podnoszenia rangi produktu szybko zostało przechwycone przez reklamę i na przykład w USA zetknąłem się ze sloganem „This gas is designed for your engine” – czyli zostało odniesione nie do kształtu kanistra, a do składu chemicznego benzyny! Z jednej strony, używane jest jako wartościujące, ale 
z drugiej – jego znaczenie ulega rozmyciu.

Fragment pochodzi z osiemnastego numeru magazynu Malemen.

MALEMEN MEN

89

WOMEN WE LOVE