Zapisz się do newslettera:




HOME / ISSUE 16 / Mężczyźni - Rutger Hauer

MALEMEN MEN

ISSUE

Rutger Hauer
Tekst Will Richardson | Zdjęcie Marta Wojtal
Surfując po błękicie
Jest poniedziałek, godzina 17. Czekamy na Rutgera Hauera na drugim piętrze warszawskiego hotelu Intercontinental. Nie spóźnia się. To my jesteśmy przed czasem. Aktor właśnie przyleciał z Amsterdamu na konferencję prasową przed premierą „Młyna i krzyża” Lecha Majewskiego. Ten filmowy portret „Drogi krzyżowej” (1564) niderlandzkiego mistrza Petera Bruegla jest jest prawdziwym fajerwerkiem wyobraźni. Hauer wciela się w nim w postać Bruegla, a na ekranie towarzyszą mu Charlotte Rampling i Michael York. Hollywoodzki magazyn filmowy „Variety” nazwał film „wyjątkowym popisem wyobraźni (...), który 
– łącząc stare i nowe technologie, pozwala widzowi wejść do wnętrza obrazu”. Film Majewskiego spodobał się na festiwalu Sundance, gdzie chwalił go Robert Redford, który zaczynał swoją karierę jako malarz.
Rutger Hauer przez ponad 40 lat wystąpił w sześćdziesięciu paru filmach, kreując postacie kilku kluczowych dla współczesnego kina czarnych charakterów (Roy Batty, John Ryder, kardynał Roark). Dziś kariera tego weterana przeżywa prawdziwy renesans. Podczas Sundance można było zobaczyć jeszcze jeden film z udziałem aktora – Hauer wystąpił w taniej kanadyjskiej produkcji w stylu „Grindhouse”. „Hobo” to thriller noir, swobodna ekranizacja klasycznej powieści Dashiella Hammetta „Krwawe żniwo”.
No więc czekam. Jestem w dżinsach, czarnej skórzanej kurtce, 
w czarnych skórzanych conversach za kostkę i, oczywiście, w ciemnych okularach Oakley. I wtedy podchodzi do mnie i przedstawia się młoda dziennikarka.
Zaczyna: – Ciekawa jestem, jak długo przygotowywał się pan do roli w tym filmie?
Myśli, że ja to o n. Odpowiadam jak gdyby nigdy nic: – Dobre pytanie. Każda rola jest inna i ja jestem inny w każdej roli, choć zawsze jestem sobą. Wsłuchuję się w siebie i wykonuję ćwiczenia zgodne z metodą Stanisławskiego. Na przykład, przygotowując się do tej roli, skopiowałem kilka obrazów Bruegela – zdaje mi się, że około sześciu. I przez miesiąc jadłem tylko owsiankę i zgniłe warzywa, żeby wczuć się w klimat początków XVI wieku.
Etc., etc.
I wtedy po mojej lewej przemknął R.H. w drodze na konferencję prasową. Nosił dokładnie takie same buty jak moje – conversy. Założył czarny garnitur, szyję ozdobił czarnym szalem w groszki, 
a twarz – ciepłym uśmiechem.
Dziennikarka na przemian przenosiła wzrok z niego na mnie. Opadła jej szczęka.
– To przez te ciemne okulary. Myślałam, że… – zabrakło jej słów.
– Nie ma sprawy – odparłem. – Rutger zdążył się do tego przyzwyczaić.
Kolejny pismak znokautowany.
Prawdziwy Rutger Hauer (R.H.) dorastał w Amsterdamie. Jako 15-latek rzucił wszystko i zaciągnął się na frachtowiec. Pracował też jako elektryk i stolarz, a po nocach uczył się aktorstwa. Potem na pięć lat dołączył do trupy eksperymentalnych aktorów, a w 1969 zadebiutował w serialu telewizyjnym „Floris” w reż. Paula Verhovena. – W tamtych czasach byłem naprawdę dziki – wspomina R.H. Duet Verhoven/Hauer zrobił razem jeszcze kilka filmów, w tym ulubiony film R.H. „Tureckie owoce” (1973), uznawany 
za najlepszą produkcję w historii holenderskiej kinematografii.
– To nie tylko wspaniały film, ale także mój pierwszy; ma więc szczególne miejsce w moim sercu – opowiada aktor.

Więcej – w szesnastym numerze magazynu Malemen.

MALEMEN MEN

79

WOMEN WE LOVE