
Lubi pan mężczyzn?
Piszę o mężczyznach, bo w Rosji w ogóle ich nie ma! Zaistniała dziwna sytuacja: straciliśmy to, co nazywa się męskością. Trochę prawdziwych mężczyzn mieliśmy – przed rewolucją komunistyczną. Prawdziwych, bo mieli kodeks honorowy, kodeks zachowania. Ale komuniści mężczyzn wybili. Uważam, że Lenin nie był mężczyzną. To takie nie wiadomo co, dziwne stworzenie. Komunizm stał się zaprzeczeniem męskiej siły, chciał stworzyć sowieckiego człowieka: pozbawionego charyzmy i własnej seksualności. A mężczyzna musi mieć i charyzmę, i energię seksualną! One zostały w nas zabite. Rosyjski mężczyzna stał się raczej żartem na temat mężczyzny. Nawet w języku pojawiło się określenie „mużyk”! Zamiast: mężczyzna, mówimy „To był taki mużyk” – przeniesione wprost z kultury agrarnej. Dziś jest trochę lepiej, bo męskość zaczęła się odradzać po tym, jak zniknął Związek Radziecki. Ale to dopiero początek procesu. Uważam, że Putin, choć wygląda jak mężczyzna, wcale nim nie jest! Oficer KGB to wciąż ów socjalistyczny twór, tyle że poddany obróbce kapitalistycznej ideologii, bo tę narzucił rozwój gospodarczy kraju. My w Rosji mamy wielki problem z mężczyznami… więc jeśli pyta pan, czy ich lubię, mogę odpowiedzieć: tak, jeśli tak potraktować fakt, że chcę powtórnych narodzin mężczyzny. Życie, świat potrzebują mężczyzn!
A gdzie mężczyźni nie wyginęli?
W Polsce jest pod tym względem znacznie lepiej. Niedawno wróciłem z Iranu, gdzie wydano moją powieść, i powiedziałem żonie, że tamtejsi mężczyźni są orientalną odmianą Polaków! Mają we krwi kodeks mężczyzny.
To jest pytanie: dlaczego Polacy są mężczyznami, a Rosjanie nie? Może nie chodzi wyłącznie o politykę, ale i o jakieś tendencje kulturowe, które przyczyniły się u nas do zabicia w mężczyznach męskości.
A jednak uderzające jest – tak samo w Warszawie, jak i w Moskwie – wrażenie, że naszym życiem rządzą kobiety. Piękne, modne, śmiałe – to one patrzą nam, mężczyznom, prosto w oczy. Sięgają dziś po wszystko, na co mają ochotę, bez kompleksów. Przy nich i polscy, i rosyjscy mężczyźni wypadają blado.
Ma pan rację, chociaż powiedziałbym, że to nie ta sama bladość. Podobnie co do kobiet – ich śmiałość i brak kompleksów mają inne podłoże u nas, inne w Polsce.
Może i polscy mężczyźni bywają posępni, brak im wyrazistości, ale rosyjscy w ogóle nie istnieją! Katastrofa. Jeśli chodzi o Polskę, to wydaje mi się, że mężczyźni utracili typowo męską, tradycyjną rolę macho, bo tego wymaga rzeczywistość, ale nie zdążyli jej zastąpić nową. Kobiety też im w tym nie pomagają – niby nie lubią, ale jednocześnie lubią tradycyjny podział ról! To zresztą tendencja w całej Europie. Weźmy na przykład Niemcy – tu mężczyzna naprawdę wygląda bardzo głupio. Boi się swojej agresji, więc za wszelką cenę powstrzymuje się od zachowań agresywnych. A przecież facet to kawał agresji! Kiedyś miał konia, miał wojnę, kiedy trzeba było – potrafił zabić. Czuł, że jest na swoim miejscu, sposób, w jaki żył, był spójny z jego naturą.
Chce pan powiedzieć, że to wojna pomaga mężczyźnie odnaleźć jego prawdziwą naturę?
Dziś żadna wojna nie wygląda heroicznie, nawet jeśli wydaje się wojną w słusznej sprawie, nawet jeśli jest potrzebna. Chodzi mi raczej o to, że dzisiejszy mężczyzna stracił bardzo ważną część siebie – wewnętrznego żołnierza, oficera. Dzisiejszy mężczyzna głupio wygląda w mundurze! Patrzę na dzisiejsze wojsko to, niestety, to nie są żołnierze. A jeszcze nie tak dawno, bo po II wojnie światowej, mężczyzna najlepiej wyglądał w wojskowym uniformie. Należał do elity społecznej. Polscy oficerowie, którzy zginęli w Katyniu, byli symbolem polskiego mężczyzny.
W Rosji jest inny problem. Tu wszystko jest pomieszane, brak świadomego, poprzedzonego analizą podziału na role. Polacy wykonali taką pracę. Rosjanie nie. W Rosji wciąż bardzo modny jest kult archaicznej siły, urasta do stylu życia, tyle że nie ma ludzi, którzy potrafiliby ten styl uprawiać. To dwie różne cywilizacje, dlatego tak trudno się zrozumieć. Dlatego między mężczyznami z Polski i Rosji wciąż są nieporozumienia.
Za to kobiety pana zachwycają. W „Świecie diabła” pisze pan: „Kobiece książki o kobiecych losach są u nas ciekawsze niż męskie. Może nie zawsze mają ładną okładkę (…), ale od tej życiowej oprawy nie sposób się oderwać”.
Kobiety w Rosji i w Polsce są naprawdę piękne, ale też się różnią. Myślę, że to wynika z tego, że odgrywają różne role, ich otwarta seksualność ma różne podłoża.
Z czego to wynika?
To kobiety wygrały wojnę z komunizmem w Rosji. Są jedynymi zwyciężczyniami w tym kraju! Nigdy tak dużo nie kłamały w pracy jak mężczyźni, nigdy tak dużo nie piły w domu jak mężczyźni. Właśnie dlatego uchroniły się przed całkowitą degradacją, która zdziesiątkowała mężczyzn. Dziś one ich szukają.
I co znajdują?
Wielu europejskich socjologów uważa, że Moskwa jest stolicą miłości lesbijskiej. Młode kobiety po nocy w dyskotece nie mają gdzie i z kim iść, więc idą ze sobą. To bardzo popularne tutaj. Powstają już pierwsze prace naukowe na ten temat. Bardzo to ciekawe, że stolica Związku Radzieckiego przemieniła się w stolicę związku lesbijskiego. Dziwna przemiana.
Kobiety odnajdują się w pańskich książkach?
To ciekawe, że kiedy piszę o kobietach, one mówią, że ja nie lubię kobiet. Kiedy piszę o mężczyznach – oni twierdzą, że nie lubię mężczyzn. Sam nie wiem, może ja w ogóle niezbyt lubię ludzi?
W takim razie, co pana w nich ciekawi?
Życie kobiety jest zaplątane, granica między tak a nie jest niezwykle cienka, sama kobieta jest zmienna, czasami zachowuje wielki dystans, innym razem nie ma go w ogóle. Za to mężczyzna i w pracy, i w domu, w całym swoim życiu jest znacznie bardziej ograniczony, sterylny w podejmowaniu decyzji – on od zawsze wiedział, gdzie chce iść. Musiał wiedzieć, czego chce – od kobiety, pracy, siebie… Stereotypowy mężczyzna mnie w ogóle nie ciekawi. Kobiety są inne, prawie o każdej można napisać książkę, może nie zawsze powieść, ale opowiadanie na pewno.
Całość w najnowszym numerze magazynu MALEMEN.
































































