W wykluczaniu niestety jest coś naturalnego. Łatwiej jest nie widzieć chorego, starego, innego, niż wykonać wysiłek, aby go usłyszeć – mówi Andrzej Seweryn. Wrócił z Paryża, gdzie w ComÉdie-FranÇaise gra od prawie 20 lat, by szefować Teatrowi Polskiemu.
zdjęcie Michał Szlaga
tekst Anna Kamińska, Katarzyna Kolenda-Zaleska
Co dziś w Polsce pana cieszy?
Ostatnio pani Krzywonos.
A drażni?
Zacznijmy delikatnie. Drażnią mnie pasażerowie pociągów odbierający telefony komórkowe w przedziałach, odbywający długie rozmowy, niezwracający najmniejszej uwagi na sąsiadów, nierozumiejący, jak stają się agresywni. Kiedyś zdarzyło mi się usłyszeć rozmowę o mojej rodzinie. Trudno mi to pojąć.
Niejeden na pana miejscu nie mógłby pojąć raczej, że go nie rozpoznali.
O, nie, to nie o to chodzi. Życie uczy pokory. Wielką lekcją pokory była dla mnie praca z Peterem Brookiem. W momencie, gdy w teatrze spotykałem się z osobami, które nigdy w nim nie pracowały, a miały do powiedzenia na temat teatru tyle ile ja i często miały rację, to nauczyło mnie, że należy korzystać z doświadczeń ludzi, którzy są inni od ciebie, mają mniejszą wiedzę czy doświadczenie. Brook mi kiedyś powiedział: „Nie to jest istotne, czy masz rację, czy nie. Ważne, żebyś zrozumiał innego”.
Rozumienie innego to coś, co chroni przed wykluczeniem, ale i wykluczaniem. Pan włączył się do projektu „Wykluczeni”, którego celem jest obnażenie tych mechanizmów życia społecznego, które na wykluczanie z niego innych przyzwalają. Dlaczego pan uznał, że to aż tak ważne?
Wykluczanie jest dowodem oślepienia moralnego, ale i intelektualnego. Myślę, że nie da się mówić o wykluczeniach bez tej wiedzy, jaką dała nam przeszłość. W gruncie rzeczy ono oznacza, że wystarczy wykluczyć, by stworzyć lepszą rzeczywistość. Wykluczyć Żydów, Cyganów, kułaków i świat stanie się lepszy. Dla tych, którzy zostaną. To pogląd zbrodniczy. Wykluczenia prowadzą do aktów przemocy, do zbrodni. II wojna jest przykładem tego, do czego prowadzi wykluczanie.
A dziś?
Kilka lat temu w Paryżu umarło 12 tysięcy starszych ludzi z powodu upałów. Jak się dowiadywaliśmy z mediów, byli ludzie, którzy dowiedziawszy się o śmierci bliskich, nie przerywali urlopów, ponieważ uznawali w sposób racjonalny, że ciała mogą pozostać w kostnicy dwa tygodnie. Co to za problem?! Można poczekać! Przerażające.
Całość – tylko w dwunastym numerze Malemena.
tekst Anna Kamińska, Katarzyna Kolenda-Zaleska
Co dziś w Polsce pana cieszy?
Ostatnio pani Krzywonos.
A drażni?
Zacznijmy delikatnie. Drażnią mnie pasażerowie pociągów odbierający telefony komórkowe w przedziałach, odbywający długie rozmowy, niezwracający najmniejszej uwagi na sąsiadów, nierozumiejący, jak stają się agresywni. Kiedyś zdarzyło mi się usłyszeć rozmowę o mojej rodzinie. Trudno mi to pojąć.
Niejeden na pana miejscu nie mógłby pojąć raczej, że go nie rozpoznali.
O, nie, to nie o to chodzi. Życie uczy pokory. Wielką lekcją pokory była dla mnie praca z Peterem Brookiem. W momencie, gdy w teatrze spotykałem się z osobami, które nigdy w nim nie pracowały, a miały do powiedzenia na temat teatru tyle ile ja i często miały rację, to nauczyło mnie, że należy korzystać z doświadczeń ludzi, którzy są inni od ciebie, mają mniejszą wiedzę czy doświadczenie. Brook mi kiedyś powiedział: „Nie to jest istotne, czy masz rację, czy nie. Ważne, żebyś zrozumiał innego”.
Rozumienie innego to coś, co chroni przed wykluczeniem, ale i wykluczaniem. Pan włączył się do projektu „Wykluczeni”, którego celem jest obnażenie tych mechanizmów życia społecznego, które na wykluczanie z niego innych przyzwalają. Dlaczego pan uznał, że to aż tak ważne?
Wykluczanie jest dowodem oślepienia moralnego, ale i intelektualnego. Myślę, że nie da się mówić o wykluczeniach bez tej wiedzy, jaką dała nam przeszłość. W gruncie rzeczy ono oznacza, że wystarczy wykluczyć, by stworzyć lepszą rzeczywistość. Wykluczyć Żydów, Cyganów, kułaków i świat stanie się lepszy. Dla tych, którzy zostaną. To pogląd zbrodniczy. Wykluczenia prowadzą do aktów przemocy, do zbrodni. II wojna jest przykładem tego, do czego prowadzi wykluczanie.
A dziś?
Kilka lat temu w Paryżu umarło 12 tysięcy starszych ludzi z powodu upałów. Jak się dowiadywaliśmy z mediów, byli ludzie, którzy dowiedziawszy się o śmierci bliskich, nie przerywali urlopów, ponieważ uznawali w sposób racjonalny, że ciała mogą pozostać w kostnicy dwa tygodnie. Co to za problem?! Można poczekać! Przerażające.
Całość – tylko w dwunastym numerze Malemena.


























































